Dla Chińczyków „szeroki świat” otworzył się dopiero stosunkowo niedawno dlatego chętnie kupują wszelkie produkty markowe i dobrej jakości. Już dziś w Chinach jest ponad 300 milionów osób zarabiających miesięcznie tysiąc i więcej dolarów – Michał Broniek, prezes spółki zarządzającej platformą MadeInEurope.com.cn.

Madeineurope.com.cn jest platformą, która ma ułatwić polskim i europejskim przedsiębiorcom kontakty z potencjalnymi partnerami w Chinach, w języku chińskim. Ogromna popularność e-commerce w Chinach daje nam możliwość skutecznego promowania platformy, a co za tym idzie – produktów i usług naszych klientów. W skrócie zatem jest to platforma matchmakingowa oraz promocyjna.

Każdy nasz klient przygotowuje opis swojej firmy oraz produktów / usług w języku angielskim, który tłumaczymy na chiński i wraz ze zdjęciami umieszczamy na stronie. Dzięki kategoriom produktowym potencjalni zainteresowani mogą samodzielnie wyszukać interesujące ich rzeczy. Ponadto nasi handlowcy z Chin są w stanie na bieżąco informować o produktach zamieszczonych na Made in Europe.

Zapytania od zainteresowanych konkretnymi produktami lub usługami są tłumaczone z języka chińskiego na angielski i przesyłane do firmy klienta. Cały czas oferujemy nasze wsparcie w zakresie językowym, biznesowym, jak i organizacyjnym, bo tego oczekują nasi klienci. Trzeba bowiem pamiętać jak odmienne kulturowo i biznesowo są Chiny od krajów Europy.

Przyzwyczailiśmy się, że z Chin raczej importujemy niż tam sprzedajemy. Proszę powiedzieć coś o Państwa doświadczeniu w działalności na rynku chińskim Chin?

Pomagamy różnym firmom w sprawdzeniu możliwości zaistnienia na rynku chińskim, ograniczając ryzyko finansowe jak i organizacyjne takiej decyzji. Dzięki firmie w Chinach, w Guangzhou, możemy sprawdzić poziom cenowy – na konkretnych produktach, nie tylko badaniami rynku; możemy zbadać jak odbierane są przez klientów oferowane produkty, łącznie z uzyskaniem bezpośrednich opinii, które mogą wpłynąć na ich dostosowanie specjalnie pod potrzeby klientów chińskich. I z taką wiedzą dużo skuteczniej wprowadzić te produkty na rynek – tak kanałami e-commerce, jak i przez lokalnych dystrybutorów.

Wśród naszych klientów są tak firmy polskie jak i niemiecka. Wprowadzaliśmy do Chin produkty codziennego użytku, produkty luksusowe, a także usługi (choć tu raczej mówimy o efektywnej promocji usług naszego klienta). Spółkę w Polsce założyliśmy rok temu właśnie ze względu na zwiększającą się liczbę klientów obsługiwanych przez naszą chińską firmę.

Gdzie i jak szukać klientów na rynku chińskim? Jakie platformy internetowe, organizacje są najbardziej odpowiednie?

Na pewno wielu polskich przedsiębiorców zna Alibabę (http://www.alibaba.com), ogromny serwis w którym można znaleźć niemal wszystko, co jest produkowane w Chinach na eksport. I to jest dobre miejsce by poszukać produktów, które chcemy importować, jak i firm z branży, które mogą być zainteresowane naszym produktem. Podobnych serwisów jest jeszcze kilka, jak GlobalSources.com, made-in-china.com czy 315.com.cn oraz hc360.com.

Trzeba jednak pamiętać, że choć trzy pierwsze z wymienionych to serwisy anglojęzyczne, to jednak komunikacja w języku angielskim nie zawsze jest możliwa, lub co najmniej utrudniona. Przeszkodą jest nie tylko znajomość języka, ale też odmienna kultura biznesowa, inne podejście do biznesu. Warto, szczególnie jeśli jest to nasz pierwszy kontakt z Chińczykami, lub transakcja o dużej wartości, poprosić o pomoc kogoś kto zna tamte realia, a najlepiej po prostu jest Chińczykiem, który zadba o nasze interesy.

Jak wspomniałem 315.com.cn (znana także jako Treasure Island) i hc360.com są serwisami w języku chińskim; oba serwisy są zresztą całkiem dobrze znane wśród osób od dawna prowadzących biznes w Chinach. Często poszukujący możliwości biznesowych skupiają się jedynie na serwisach anglojęzycznych, tracąc możliwości wyszukania bardziej interesujących propozycji.

Inną taką platformą w języku chińskim jest 1688.com, będąca własnością Alibaby. To serwis odmienny od Alibaba.com nie tylko ze względu na język, ale przede wszystkim na dużo większe bezpieczeństwo transakcji. O ile założenie konta na Alibaba.com to właściwie formalność, to platforma 1688.com jest kontrolowana przez samych właścicieli dużo ostrzej. Prowadzone są m.in. wizytacje na miejscu, w fabrykach, sprawdzane jest czy produkty, które kontrahent deklaruje do sprzedaży, są rzeczywiście tam produkowane, itd. Jest to także platforma, na której sprzedającymi mogą być tylko chińskie przedsiębiorstwa, choćby z powodu opisanych powyżej uwarunkowań kontrolnych.

Na jakie targi i w jakie miejsca warto pojechać w Chinach, aby wyszukać klientów zainteresowanych naszymi produktami?

Przede wszystkim należy wspomnieć, że w Chinach targi odbywają się właściwie nieustannie, co związane jest tak z ogromnym zainteresowaniem firm, które chcą nawiązać kontakty i dokonać transakcji, jak i po prostu wielkością Chin, gdzie targów odbywa się wielokrotnie więcej. Często są to imprezy trwające kilka tygodni, gdzie każdy z tygodni poświęcony jest innej branży.

Trudno jest wymienić konkretne imprezy targowe, bo wszystko zależy od branży i oczekiwań. Z pewnością warto być na targach kantońskich (Guangzhou), które od lat są jednymi z największych imprez na świecie, oraz na targach w Szanghaju. Nie należy również zapominać o innych miejscach gdzie mogą się odbywać kluczowe wydarzenia branżowe, m.in. Ningbo (niedaleko Szanghaju), Xiamen czy Yiwu.

Zdecydowanie warto być na imprezach wspieranych przez polskie Wydziały Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady w Pekinie czy Konsulatów w Szanghaju i w Kantonie, dzięki czemu możemy liczyć na pomoc na miejscu. Innym takim czynnikiem jest odbiór naszej obecności na targach wraz z urzędnikami wysokiego szczebla z Polski przez Chińczyków; przywiązują oni bowiem dużą wagę do rangi wydarzenia, które mierzą m.in. obecnością oficjalnych władz.

Załóżmy, że chcę sprzedawać na rynku chińskim moje produkty np. sprzęt AGD. Znalazłem klienta zainteresowanego moim produktem i jakie kroki teraz muszę poczynić żeby sprzedać i dostarczyć towar? 

Bardzo istotna jest decyzja, czy produkty mają być sprzedawane jako „no name” czy też mamy tworzyć jakiś brand, który zacznie być rozpoznawalny. Decyzja zależy od wielu czynników, ale do podstawowych należą czy jest to produkt finalny czy półprodukt / komponenty; istotna jest też zamawiana przez chińskiego kontrahenta jakość.

Osoby, które handlują z Chińczykami, wiedzą, że najczęstszymi sposobami na realizację zamówienia z Chin jest zaliczka, w zależności od sytuacji od 20 do 50%, a następnie zapłata pozostałej części w momencie wysyłki towaru; Chińczycy są przyzwyczajeni do takich zasad i z powodzeniem można je wprowadzić i w naszym przypadku.

Zatem trzeba zażądać zaliczki na poczet produkcji, a następnie po dostarczeniu towaru do portu, bo transport morski wciąż jest najczęściej wybierany, odbieramy resztę (akredytywy). Skoro już mówimy o porcie to znaczy, że wcześniej musieliśmy zorganizować spedytora, który zajmie się wszelkimi sprawami transportowymi i celnymi. Tu często można liczyć na chińskiego klienta, który sam opłaci takiego spedytora w Chinach, bowiem stawki za takie usługi są sporo niższe niż w Polsce, a koszt całości zamówienia wpłynie na końcowy koszt zamówienia.

Pewną niegodnością, choć minimalną, jest to, że najczęściej portem dostarczenia towaru nie będzie port polski, ale np. niemiecki. Wszystko dlatego, że tamtejsze porty obsługują dużo większą ilość portów chińskich, i z większą częstotliwością. W tym wypadku możemy liczyć na wsparcie samego spedytora, gdyby sprawy transportowe były nam zupełnie obce.

Jakie koszty ponosi osoba sprzedająca do Chin? (chodzi o cła, podatki itp). Od czego zależy ich wysokość?

To znowu jest pytanie bardzo szerokie – na tyle szerokie, że odpowiedź może być zawarta w całkiem grubej książce… i nie wyczerpać tematu. Pozwolę sobie zatem na dość skrótowy opis.

Jeżeli sprzedajemy do Chin to trzeba pamiętać, że koszty transportu są dość wysokie; przede wszystkim do kosztów takich należy zaliczyć samo przewiezienie towaru. Jeśli nie będzie to wielkość kontenerowa, to koszt metra sześciennego należy szacować na ok. 500 zł (szacunkowe koszty transportu morskiego, bez uwzględnienia specyfiki towaru) wraz z kosztami ubezpieczenia – koszt to mniej więcej ćwierć procenta razy wartość na fakturze.

W porcie docelowym należy ponieść koszty odprawy, inspekcji i samych kosztów portowych; tu możemy się spodziewać kosztu ok. 150 zł za m3 a za odprawę około 1200 zł (w mniejszych portach może być mniej).

Należy oczywiście zapłacić cło, podatek VAT, czasem tzw. podatek konsumpcyjny – te wartości mogą być bardzo różne w zależności od produktu. Podstawowy VAT w Chinach wynosi 17%, ale niektóre produkty mogą być objęte niższym podatkiem, np. produkty rolne – 13%.

Należy również zadbać by importer, czyli kupujący z Chin, miał licencję importową na nasze produkty (która może być wymagana) oraz, najczęściej, także konto walutowe (zwrócę uwagę, że w Polsce możemy się już rozliczać w juanie). Trzeba pamiętać by produkty, zanim trafią do sprzedaży, oznaczać specjalnymi etykietami w języku chińskim oraz zadbać o ich prawidłowy wygląd i zawartość.

Producenci żywności muszą się także liczyć z długim okresem przeprowadzenia odprawy celnej ich produktów, które mogą być badane nawet 3 tygodnie i dłużej.

Rozumiem, że nie każdy produkt nadaje się na rynek chiński. Przecież cały świat zleca tam produkcję więc zapewne tylko wybrane branże mają tam szansę na sukces. Jakie produkty mogą zawojować Chiny? Co jest perspektywiczne?

To jest pytanie na które naprawdę trudno odpowiedzieć. Zresztą gdyby były takie super-pewniaki to zapewniam, że sami byśmy się tym zajęli. Jest takie znane chińskie powiedzenie, którego często w firmie używamy: „Nic nie jest proste, ale wszystko jest możliwe”.

Trzeba sobie po prostu zdać sprawę, że Chiny to jest kraj o wielkości kontynentu, zamieszkały przez niemal 1,5 miliarda ludzi, kraj bardzo szybko bogacący się.  Już dziś w Chinach jest ponad 300 milionów osób zarabiających miesięcznie tysiąc i więcej dolarów (amerykańskich).

Warto również zauważyć, że Chińczycy, dla których „szeroki świat” otworzył się dopiero stosunkowo niedawno, bardzo chętnie kupują wszelkie produkty markowe i dobrej jakości. W tym kierunku warto iść.

W Chinach, ale mając spółkę w UK, a nie firmę w Polsce. Poczytajcie o schemacie Pawła Kurnika. Można legalnie pracować z PL. Cały schemat daje 15 tysięcy oszczędności rocznie, czyli sporo więcej niż wynosi nasz polski ZUS na rok.

Warto też wiedzieć, że promując swój biznes w Chinach, nie wystarczy tylko duplikat obecnej strony z przetłumaczonymi treściami na język chiński. Użytkownicy są przyzwyczajeni do kompletnie odmiennego designu i interfejsu stron internetowych, więc radzę wszystkim firmom znaleźć dobrych specjalistów od UX/UI, którzy zajmą się przygotowaniem dobrej strony internetowej pod chińskich userów, na domenie .cn. Najlepiej jakąś zagraniczną lub miejscową w Chinach. W Polsce jest chyba tylko jedna taka agencja – tian.agency, która się czymś takim zajmuje.

Business Development Service Yiwu

Koreańczycy stworzyli specjalne urządzenie, które pozwoli na wykonywanie ćwiczeń przez koty. Dzięki temu…

Z pewnością jednym z prostszych pomysłów na biznes jest prowadzenie korepetycji. Dzielenie się…

Zapraszamy właścicieli i pracowników agencji reklamowych oraz interaktywnych, a także informatyków,…

Yiwu Market Agent, Toys Buying Agent, Sourcing Provider - Sellers Union,https://www.yiwuagt.com/